Kropelka podatku, źdźbło nowelizacji… i budżet zaakceptowany

slewandowskiSebastian Lewandowski
Student IV roku Informatyki i Ekonometrii na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Aktywny członek organizacji studenckich AIESEC i KNSG. Aktulanie redaktor prowadzący magazynu „To Zależy”, a także pracownik jednej z czołowych firm konsultingowych w zakresie doradztwa technologicznego.

Nadchodzą święta, a wraz z nimi czas radości oraz zakupów. Statystyczny Polak podczas wizyty w galerii handlowej wydaje średnio 570 zł na jedzenie oraz 435 zł na ubrania, a w okresach świątecznych kwoty te wzrastają. Politycy ostatnimi czasy także zwiększyli wydatki publiczne, starając się dopasować do nich dochody budżetowe. Jednym ze sposobów miał być podatek handlowy, uderzający w wielkość koszyka zakupowego Polaków. Na szczęście dzięki zakwestionowaniu przez Komisję Europejską podatku handlowego, stół na święta będzie mógł składać się jak zawsze z 12 potraw.

Najpierw obietnice, później dochody

Na początku były potrzeby budżetowe, a później podatek handlowy, który miał obowiązywać od 1 września 2016 roku. Przedmiotem opodatkowania miał zostać przychód ze sprzedaży detalicznej (dokonywanej na rzecz konsumentów). Nowelizacja zakładała kwotę wolną od podatku w wysokości 17 mln zł obrotu miesięcznie, ponad tę kwotę stawka wynosiła 0,8 proc. Po osiągnięciu przez sklep sprzedaży w wysokości 170 mln zł nadwyżka od tej kwoty miała być obciążona podatkiem w wysokości 1,4 proc. Prognozowano, że wpływy w 2016 roku wyniosą 470 mln zł, zaś w 2017 mogą osiągnąć nawet wysokość 1,6 mld zł. Pierwotnie zakładano, że podatek obejmie tylko hipermarkety, ale ostatecznie dotyczy także stacji paliw, sklepów odzieżowych czy Poczty Polskiej. Według Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji 80% podmiotów nie zapłaci żadnego podatku, gdyż jego ciężar został przeniesiony tylko na duże przedsiębiorstwa.

Należy zauważyć, że w okresie 2008-2013 średnia rentowność netto największych sprzedawców oscylowała w granicach 1,5-1,7% i tylko raz była wyższa niż 2%[1]. Podatek nałożony na skutek nowelizacji mógłby zabrać nawet całość zysków sklepów, gdyż większość z nich działa już na marginalnych marżach, zbliżonych do drugiej stawki podatku handlowego. Sieci handlowe, jak Biedronka czy Lidl, ze względu na skalę swojej działalności, mogłyby przerzucić koszty na dostawców. Najbardziej zszokowane wizją podatku były sieci średniej wielkości jak Piotr i Paweł lub Alma. Dla nich koszty miały być ogromne, gdyż funkcjonują na niższych marżach i nie mają dużej siły negocjacyjnej z dostawcami. Co więcej, są to sklepy w większości z polskim kapitałem, które już teraz mają problemy z osiągnięciem rentowności.

Luka goni lukę

Podatek handlowy w swojej konstrukcji zakłada naliczanie podatku od NIP-u, czyli od każdego osobnego podmiotu gospodarczego. Konstrukcja ta do nadużyć. Dla przykładu, w ostatnich trzech miesiącach sieć sklepów z elektroniką Media Expert podzieliła swoje 400 placówek na około 376 spółek-córek, czyli de facto sklepów z własnym NIP-em. Wydaje się, że mało który sklep będzie w stanie przekroczyć w ciągu 31 dni wysoką kwotę wolną od podatku – 17 mln zł. W podobny sposób od paru lat swoją działalność prowadzą sklepy Media Markt i Saturn.

W ustawie wykluczono opodatkowanie sprzedaży dokonywanej przez internet. Należy podkreślić, że wartość rynku e-commerce szacuje się w 2015 roku na około 30 mld zł, czyli tyle, ile wynosi wielkość rynku farmaceutycznego. Firmy działające w tym sektorze dzięki podatkowi miałyby szansę uzyskać przewagę nad konkurencją działającą w tradycyjnym sektorze sprzedażowym. Kolejne wykluczenie dotyczyło sieci franczyzowych. Sklepy takie, jak Żabka czy E.Leclerc, mogły okazać się największymi wygranymi nowego podatku, gdyż nie płaciłyby ani grosza podatku. Wynika to z faktu, że każda z ich placówek posiada osobny numer NIP (system działalności jest podobny jak w przypadku elektromarketów).

Swoboda działania, wolność wyboru

Podatek handlowy w założeniu miał wspierać polskie sklepy i obniżyć marżę wielkich, zagranicznych przedsiębiorstw, jak Biedronka. Jednak małe sklepy osiedlowe nadal nie będą mogły konkurować z wielkimi sieciami, które koszty podatku przerzucą na dostawców bądź zmienią schemat swojej działalności. Podatek ten można było tylko mierzyć w kategoriach przegranych, czyli polskich sieci sprzedażowych średniej wielkości. Nowelizacja miała w założeniu pomóc im szybciej się rozwijać na tle zagranicznych konkurentów, a tak naprawdę mogła tylko zahamować ich ekspansję. podatku handlowego z całą pewnością można uznać za sukces organu Unii Europejskiej. Komisja miała obawy, że progresywny charakter podatku przynosi selektywną korzyść przedsiębiorstwom o niższych przychodach, a w związku z tym stanowi pomoc państwa.

Decyzja ta z całą pewnością pomoże chronić wolną konkurencję w Polsce oraz zadba o bezpieczeństwo podstawowych praw jednostek gospodarczych, takich jak równe traktowanie oraz swoboda działania.

[1]Zarówno powyższe dane, jak i te przytaczane w dalszej części tekstu pochodzą z artykułu Sebastiana Ogórka, Sklepy szykują się do obejścia podatku handlowego. Przerzucą go na dostawców albo zakwestionuje go Komisja Europejska, opublikowanego 31.08.2016 na portalu Money.pl.

Patron: Rada Konsultacyjna UW
logo Rada UW